06 listopada 2010

Paul Pierce i jego 20K

Pierce rzuca swój 20-tysięczny punkt
(Photo by Brian Babineau/NBAE via Getty Images)
Drugi mecz B2B i widać to było na pierwszy rzut oka. W pierwszej kwarcie C's wyglądali wyjątkowo sluggish, Rondo zaczął mecz od kilku strat (łącznie miał 6) i tylko z jedną asystą w pierwszych dwunastu minutach. Później rozkręcił się i znowu flirtował z triple-double - 17 punktów, 15 asyst, 8 zbiórek. W dotychczasowych 5 spotkaniach rozdał już 82 asysty, czym pobił rekord należący do tej pory do Johna Stocktona i Magica Johnsona. Całkiem niezła kompania, co? Rondo ma szansę w tym sezonie zaliczyć 1000 asyst w sezonie regularnym.

Gwiazdą wieczoru był jednak kapitan Paul Pierce, który zdobył 28 punktów (11/11 FT) i zamroził mecz z linii rzutów wolnych. Paul wstąpił do ekskluzywnego grona 36 zawodników w historii ligi, którzy przekroczyli w swojej karierze barierę 20 tysięcy zdobytych punktów. Gratulacje!

Kozłujący Pierce w crunch-time to coś, co przyprawia mnie o palpitację serca. Znowu była taka sytuacja, która zaowocowała przechwytem i lay-upem Jenningsa. Celtics po raz kolejny na własne życzenie dali się dojść i zagrali niepotrzebnie 5 dodatkowych minut. Wcześniej mieli jednak wspaniały fragment z trzema akcjami 2+1, w tym poster KG nad Andrew Bogutem. Przypomniał mi się Kevin Harlan i jego: "The Big Ticket punches one home!". Ten dunk to prawdziwy vintage KG. To, co wydarzyło się później, także.


Cenne zwycięstwo. Wątpię czy w zeszłym sezonie C's wygraliby taki mecz.

Zwycięstwo nad Detroit

Rondo dostarcza
(AP Photo/Duane Burleson)
Mecz przeciwko Detroit był meczem bez historii (nie mówię o tych pozaboiskowych), głównie ze względu na defensywę jaką dysponują Pistons. Nasz offensive rating wyniósł 125.1, co w zasadzie powinno wystarczyć jako recap. Karuzelę rozkręcał Rajon Rondo (9 pkt., 17 asyst, 0, słownie zero, strat i 4 przechwyty), a Wielka Trójka rzuciła 59 punktów na blisko 60% skuteczności. Jermaine wyszedł w S5 i zaliczył 12 pkt. (5/8). Cały zespół stracił piłkę tylko 8 razy, trafiał ze skutecznością 52% i był bezbłędny z linii rzutów wolnych (18/18). Widząc takie statystyki, zazwyczaj widzisz literkę W przy Boston Celtics.

To, co niepokoi, to słaba postawa ławki (z wyjątkiem Glena). Na początku czwartej kwarty, przy 20-punktowej przewadze, Doc wpuścił na parkiet rezerwową piątkę Nate - Wafer - Daniels - Davis - Erden. Ci nie byli w stanie utrzymywać bezpiecznego prowadzenia, Pistons zbliżyli się na 10 punktów. To zmusiło Riversa do ponownego desygnowania na boisko pierwszej piątki, którą chciał oszczędzać przed meczem z Bucks następnego dnia. Wynik szybko wrócił do normy - 109:86 dla C's.

Drugiemu unitowi brakuje kreatora, dlatego tak ważny jest powrót Delonte. Na szczęście to jeszcze tylko 5 spotkań. Myślę, że Rondo także wyczekuje tego momentu, zważywszy na średnią minut jaką spędza na parkiecie (41.6 MPG). Nate Robinson ma tragiczny początek sezonu (po meczu z Bucks 5/26 z gry, 1/12 za trzy), a pamiętamy jak dobrze spisywał się w preseason jako dwójka u boku Westa. Kozłowanie mu nie służy.

Pozdrawiam

01 listopada 2010

Box-score jaki chciałbyś oglądać częściej

Jedna z dwudziestu czterech
(Photo by Brian Babineau/NBAE via Getty Images)
Drugie zwycięstwo w sezonie odnieśli koszykarze Boston Celtics pokonując we własnej hali nowojorskich Knicks, 105:101. Mecz nie zaczął się jednak po naszej myśli. Przede wszystkim dlatego, że przyjęliśmy uptempo styl gry, jaki narzucili nam Knicks. Run 'n' gun napędzał Raymond Felton i NYK prowadzili 2:11. Duża w tym zasługa Celtów, którzy wierni wiekopomnej tradycji tracili piłkę za piłką. W pierwsze dwie minuty gry zaliczyli 4 straty, 7 mieli na koniec kwarty. Co gorsze, nie były one wcale wymuszone genialną defensywą przeciwników. Główną przyczynę upatruję w overpassing'u, czyli nazbyt gorliwym szukaniem extra-pass. Kilka należy też zapisać na konto Rondo, który często najpierw wyskakuje, a później myśli co zrobić z piłką.

29 października 2010

80 do końca

What a dagger thrown in by Ray Allen!
(Photo by Jim Rogash/Getty Images)
Wielka Trójka z Bostonu kontra Miami. Sezon 2010/11 nie mógł rozpocząć się od mocniejszego uderzenia.

To, co zobaczyliśmy zaskoczyło wielu. Miami Heat to jeszcze nie jest drużyna koszykarska. Zorganizowany team-defense Bostonu obnażył to bezlitośnie. Najbardziej rzucił się w oczy brak jakiegokolwiek ball-movement w wykonaniu Heat, a większość akcji to były izolacje lub picki. Katastrofalna dyspozycja dnia Wade'a i Bosh'a, którzy zanotowali 7/27 z gry. W pierwszej połowie Żar był kompletnie zagubiony, 9 punktów w pierwszej kwarcie, 30 w połowie. Tylko James ciągnął ten mecz dla Heat, złapał rytm w trzeciej odsłonie, ale nie otrzymał pomocy ze strony kolegów. Brak pomysłu na grę obrazuje też ilość asyst Miami - tylko 15.

18 października 2010

Tydzzzzień z preseason

Kevin dziękuje sędziemu w MSG
 (AP Photo/Mary Altaffer)
Wiecie co najbardziej lubię w preseason? To, że następuje po nim nowy sezon NBA. Mam dla nas wszystkich dobrą wiadomość. Już za 9 dni inauguracja kampanii 2010/11, szumnie zapowiadanej jako jedna z najlepszych w historii. Swój początek będzie miała w TD Garden, gdzie Mistrzowie Konferencji Wschodniej Boston Celtics podejmują "Boston na sterydach" - Miami Heat.

11 października 2010

Sweet home Garden (UPDATE)

Lasme przedstawia się fanom w Bostonie
Trzecie z rzędu przedsezonowe zwycięstwo odnieśli gracze Boston Celtics pokonując we własnej hali Toronto Raptors 91:87. Nie było to piękne spotkanie, Zieloni zanotowali aż 22 straty, ale o sukcesie po raz kolejny zadecydowała obrona. Celtowie wygrali na deskach 41:35 i ograniczyli skuteczność z gry rywali do 39,8%.

08 października 2010

Kilka obserwacji po meczu z Nets

KG wygląda dobrze
CelticsHouse wraca. Jesteśmy już po campie, który (znowu) odbył się w Salve Regina, co na pewno niezmiernie uszczęśliwiło Paul'a Pierce'a. Obóz zapamiętamy głównie dzięki filmikom z Nate'm Robinsonem w roli głównej, ale Doc Rivers i zawodnicy byli zgodni - to był dobrze wykorzystany czas.