09 stycznia 2011

Do trzech razy sztuka, Thibs

Thibodeau dyryguje
 (AP Photo/Paul Beaty)
Trzeci raz w tym sezonie stanęły naprzeciw siebie ekipy Boston Celtics i Chicago Bulls. Dwa pierwsze mecze wygrali C's, ale odbyły się one w Bostonie, a Carlos Boozer nie grał z powodu złamanej ręki. Tym razem areną walki była hala United Center, gdzie Byki są zupełnie inną drużyną niż na wyjeździe (24-12, 16-3 w domu). Celtowie, grający piąty mecz w tym tygodniu nie sprostali rywalom i ponieśli trudną porażkę. Tom Thibodeau za trzecią próbą pokonał zespół, w którym od 2007 roku pracował jako asystent Doca Riversa.

Thibs był naszym koordynatorem działań obronnych i swoje nawyki przeniósł do ChiTown. Po wczorajszym meczu Bulls zepchnęli nas na drugie miejsce i są aktualnie najlepszą obroną w lidze (DefEff: 97.2, nasza to 97.5 wg Hoopdata.com). Są też drudzy w OFG% - 43.2%, prowadzi Miami z 42.3%. Wczoraj jeszcze poprawili statystyki pozwalając Celtom ledwie na 38% z gry - 28/74.

Dwa kluczowe match-upy, Rondo - Rose i Davis - Boozer zrobiły różnicę. Derrick był bardzo agresywny w ataku, raz po raz wchodził w pomalowane i wymuszał faule. Łącznie był na linii 19 razy trafiając 15 sztuk. Razem uzbierał 36 punktów, 10/19 z gry (0/0 spod obręczy).
Boozer dał Davisowi srogą lekcję niszcząc go na low-block'u. W drugiej kwarcie Booz zdobywał punkty bodaj w pięciu kolejnych posiadaniach odbierając Glenowi ochotę do gry. Dwa razy poczęstował go też twardym łokciem. Davis, chcąc się odegrać, podejmował tragiczne decyzje rzutowe (głównie kontestowane jumpery z 16-23 stóp, najmniej efektywny rzut w koszykówce; trafił 2/10). Spójrzcie na jego shot-chart.

4/17 FG, 11 punktów i 3 zbiórki w 43 minuty. To nie jest linia jaką chciałbym widzieć. Davis musi zostać sprowadzony na ziemię, bo nie nazywa się Kevin Garnett. Jest świetnym zmiennikiem, ale szkodzi nam jako starter, bo nie potrafi dostosować się do tej roli. Nie może być tak, że ma najwięcej rzutów w drużynie. Co więcej, nie szło mu przez cały mecz, a w czwartej kwarcie oddał 9 rzutów, podczas gdy Ray Allen (7/13, 19 punktów) i Paul Pierce (7/16, 21 pkt.) razem oddali jeden.

Na starcie ostatniej kwarty byliśmy jeszcze w grze (64-67), ale wtedy zaczęła działać defensywa Byków. Do końca meczu rzuciliśmy tylko 15 punktów, nie było ruchu piłką (w całym meczu tylko 12 asyst, najmniej w sezonie), zły shot-selection. Dodaj do tego kilka znakomitych sekwencji Taja Gibsona (3 bloki) i Ronnie'go Brewera (2 przechwyty, blok) i masz rezultat - 79:90.

Porażka, którą miałem wkalkulowaną. Teraz przed nami 6 spotkań w TD Garden, kolejno:

2011.01.10 poniedziałek vs. Houston Rockets
2011.01.12 środa vs. Sacramento Kings
2011.01.14 piątek vs. Charlotte Bobcats
2011.01.17 poniedziałek vs. Orlando Magic
2011.01.19 środa vs. Detroit Pistons
2011.01.21 piątek vs. Utah Jazz

Łatwo nie będzie, ale już w poniedziałek do gry wrócić ma Kevin Garnett. Wczoraj znów zostaliśmy bezlitośnie outrebounded 27-48.

Shaq od meczu z Orlando notuje średnio 7 PPG i 2.6 RPG w 20 MPG. Big Dieslowi włączyła się chyba rezerwa. Na szczęście Kendrick Perkins zapowiada, że powinien być gotowy do akcji pod koniec stycznia.

Idą lepsze czasy.

Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz